Łowca burz

Choć już dawno nie udało mi się zrobić zdjęcia krajobrazowego, to jest to jeden z moich ulubionych rodzajów fotografii. Były momenty w historii mojej twórczości, że niemal codziennie rozstawiałem gdzieś statyw i wyrywałem kawałek otaczającego nas świata dla siebie. Lubię to robić, pozwala to na spojrzenie na wszystko z dystansu. Można wyciszyć emocje. Czasem jednak pewne ujęcia i sytuacje nakręcają je bardzo!

Tak było w przypadku tego zdjęcia. Od samego początku mojej przygody z fotografią chciałem mieć na swoim koncie jakieś przyzwoite ujęcie burzy. Próbowałem parokrotnie, ale najpierw nie miałem wiedzy jak się do tego dobrze zabrać, innym razem nie miałem szczęścia, żeby się dobrze ustawić, lub też sama burza kończyła się wcześniej, zanim zdążyła się dobrze nastrzelać piorunami. Ale któregoś dnia, a właściwie letniego wieczora, nadchodziła kolejna burza. Warunki były całkiem sprzyjające. Byłem w stanie ustawić się naprzeciw nadchodzącym chmurom, miałem w okolicy dużo otwartego terenu i wiedziałem już jak się dobrze do tego zabrać. 

Nie zastanawiając się długo zapakowałem sprzęt do samochodu i w drogę do punktu obserwacji. Zaparkowałem na polnej dróżce, tyłem do chmury. Aparat na statywie ustawiłem w bagażniku (całe szczęście, że miałem wtedy kombi). I wtedy się zaczęła. Klatka za klatką łapałem kolejne pioruny, ale efekt mnie nie zadowalał. Potężna chmura była coraz bliżej, a piorunów coraz więcej, ale nie w kierunku w którym celowałem. Wiatr wzmagał, coraz więcej kropel deszczu uderzało o dach auta, a to wszystko przypominało mi o tym, że trzeba się już zbierać. Ale jeszcze jedna klatka, jeszcze raz chciałem spróbować. Nacisnąłem jeszcze raz spust, każda klatka to 10 sekund, pierwsza połowa czasu, to całkowita ciemność, ani jednego uderzenia pioruna. Znów rezygnacja, znów pomyślałem, że się nie udało i wtedy, niemal w ostatniej sekundzie uderzyły dwa pioruny obok siebie. Niemal idealnie na środku pola, w które celowałem. Już wiedziałem, ze nie wrócę z pustymi rękami do domu, ale efekt przerósł moje wyobrażenia. Pięknie rozgałęzione pioruny, rewelacyjnie oświetlony brzuch chmury, do tego ten kształt leja. Sam nie mogłem wymyślić tego lepiej. Natura znów pokazała swoją moc i piękno. 

Patrząc na to zdjęcie spróbujcie sobie wyobrazić przyjemny chłód letniego, wieczornego powietrza, szum delikatnego letniego deszczu i zbliżające się uderzenia piorunów. We mnie emocje nadal się budzą na wspomnienie tego momentu!

Fotograf%20Radzy%C5%84%20Podlaski%20Lublin%20%C5%81uk%C3%B3w%20Parczew%20hrpstudio-blog-%20untitled%20040

Poprzedni post Następny post